obraz

obraz

poniedziałek, 30 listopada 2015

3 goodays



Parę dni temu wróciłam na chwilę do Dublina, 
miasta, w którym spędziłam kiedyś tylko - aż 3 miesiące, 
ale bliskie mi jest jak własne. 
Przyjazne. Kolorowe i nawet w listopadzie kwitnie. 


Howth - irlandzkie klify. 
Balansowanie we wrzosach między niebem i morzem. 
Uskrzydlona dusza nad przepaścią. 


Irlandia gwarna i rozśpiewana w Dublinie, 
miejscami jest nostalgiczna i samotna,
krajobrazy prawdziwie księżycowej pustki i ciszy. 


Dziwne to bardzo uczucie - na nowo zwiedzić znajome miasto. 
Miło i bezpiecznie. A jednak z ciekawością. 
To tędy chodziłam do... to tu robiłam zakupy... a tu ... a tam... 



Byłam dłużej lub krócej w wielu miastach, 
z tym nawiązałam najbliższą więź. Nie wiedzieć czemu właściwie. 

Nie był to łatwy okres w życiu, nie było mi łatwo tam wyjechać, 
a jednak bycie tu trwale wczytało się we mnie.

A ja wpisałam się w Dublin po swojemu.
Bo po mnie ;)))) nie ma już w Dublinie starych egzemplarzy książek Agathy Christie, wykupiłam je wszystkie ;) biegając po pchlich targach, antykwariatach, tanich odzieżach, gdzie książki kosztowały 1 EUR. 
Za to u mnie jest ich cała kolekcja.


 








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza